1.      Całe życie stoisz pod i frustrujesz się, że nie wchodzisz.

2.      Zaczynasz szybko wbiegać na górę, aby jak najszybciej osiągnąć szczyt. Po kilkudziesięciu metrach padasz zmęczona, bez tchu. I rezygnujesz.

3.      Patrzysz na górę. Wysoka. Pójdziesz swoim tempem. Z przyjaciółmi. Będziecie gadać po drodze. Zatrzymacie się, aby coś zjeść. I podziwiać widoki. Przygotujesz się do wspinaczki. Weźmiesz dobre buty, zapas wody. Coś na różne pogody. Kiedy się zmęczysz, zatrzymasz się. Odpoczniesz. Może nawet przenocujesz w schronisku po drodze. W końcu świt w górach nie zdarza się codziennie. Kiedy zwątpisz, że dasz radę, ktoś poda Ci rękę. Pomoże, poczeka, podtrzyma. I natchnie nadzieją, że weszłaś już tak wysoko, że nie warto się poddawać. Niektóre fragmenty drogi będą łatwe, inne strome i trudne. Będziesz szła w swoim tempie i serdecznie pozdrawiała coraz mniej licznych śmiałków, którzy dotarli tak wysoko.

Na szczycie czeka Cię przepiękny widok. I satysfakcja. Uświadomisz sobie, że sama droga też była niesamowitą przygodą. Poznałaś siebie. Nauczyłaś się dbać o siebie. Odpuszczać, kiedy ciało jest zmęczona i nie mieć z tego powodu poczucia winy. Zobaczyłaś, że masz wokół siebie pomocnych ludzi.

Złapałaś bakcyla gór i już planujesz kolejne wyzwania?