Czy widziałyście jaki kolor ma dziś trawa?

A jaka będzie za kilka ciepłych dni?

Co to ma wspólnego z jedzeniem? Ano, ma…

Jak jemy?

Szybko, przed komputerem. Nie zauważamy, że zjadłyśmy. Fizycznie coś tam w żołądku już jest, ale nasz mózg w ogóle nie zarejestrował przyjemności z jedzenia. I domaga się więcej. Fizycznie też nie było momentu oczekiwania, kiedy „leci nam ślinka” na coś dobrego. Rusza produkcja soków, enzymów. Wszystkiego potrzebnego do dobrego strawienia. Czy wiecie, że jak przeżuwacie uważnie, to razowe pieczywo robi się słodkie?

Zachęcam Was do eksperymentu. Ostrzegam, że nie będzie łatwo. Może być nawet wkurzająco.

Jeden dzień uważności na siebie, na to co się pojawia, na nasze odczucia. Jeśli jesz – to jedz. Obejrzyj, powąchaj, pogryź, pożuj. Niech mózg też się naje.

Co dziwne – prawdopodobnie czas będzie płynął tak samo i zrobimy wszystko co chciałyśmy, ale głowy nie dam ;).

Jak już będziemy tak uważnie spędzały dzień, to odczujemy różne emocje. Te fajne są fajne. Ale co zrobić ze zmęczeniem, poirytowaniem, złością, smutkiem?

O byciu dobrą dla siebie….

Gdy tak żyjemy w pośpiechu i nie zauważamy jak dni mijają, nasze „wewnętrzne dziecko” – które każda ma w sobie – zaczyna dopominać się uwagi. I nagrody za te wszystkie codzienne obowiązki. Najczęściej jemy wtedy słodycze.

Tak wynagradzamy sobie trudy dnia codziennego.

A co Ciebie relaksuje, jak możesz nagrodzić się inaczej niż czymś słodkim?

A może warto poczuć te stany, zobaczyć skąd przychodzą.

Co możesz zrobić dla swojej przywalonej codziennością wrażliwej, delikatnej części, która prosi o uwagę?

Co do Ciebie mówi, czego chce?

Jak jesteś dobra dla siebie?

Poruszyło mnie kiedyś takie opowiadanie o staruszku, który znalazł zapakowaną, nieużywaną, piękną bieliznę nieżyjącej już żony. „Całe życie czekała na odpowiednią okazję, aby to założyć”

Każdy dzień jest tym jedynym, dziś jest najlepsza okazja…